kontakt:
Paweł Poręba
tel. 0604 0604 28
napisz do mnie

Nurkowanie NEKTON

Strona główna    Kursy nurkowania   Wiedza nurkowa   Wyjazdy nurkowe   Relacje   Linki
Nora Damy
Trałowiec - dozorowiec
To nie jest Abilla
Groźny
Powidzkie VI 2005
Obóz nad Hańczą V 2005
Kurs ADV Nx 2005
Jezioro Garda
Szukanie dna;)
Jaskinie Włoch
Zakrzówek
Dudnica
Sztolnie i kamieniołomy
Austria
Taternictwo jaskiniowe: zima
Taternictwo jaskiniowe: lato

Sztolnie i kamieniołomy  IV 2004r.

Wyjechałem w niedziele po świątecznym śniadaniu... koło 15;) Dojechałem do Świebodzic (parę kilometrów przed Wałbrzychem) już wieczorem, po 19. Miałem 399 na liczniku... Samochód wyładowany, bo wziąłem przemysłówkę z 4m3helu, 4 butle z tlenem, zestaw 2x10, dwa stage powietrzne, sprzęt wspinaczkowy i biwakowy, spalinową sprężarkę:). W Świebodzicach spotkałem się z Lucyną (ona tam mieszka) i pojechałem z nią do Bystrzycy, Zimnika i Kostrzy, żeby zobaczyć co gdzie jest.

Potem ją odwiozłem a sam pojechałem do Bystrzycy. Tam jest sztolnia Mare Agnes. Wygląda to tak, że wzdłuż rzeki idzie nasyp kolejowy i w (za nasypem jest od razu zbocze góry, więc to taki nietypowy nasyp, w nasypie jest coś w stylu bramy -wgłębienia i na końcu - krata. Pod kratą trzeba się przeczołgać (woda po kostki) dalej jest sztolnia. Korytarz się rozwidla jeden idzie prosto, drugi w lewo ale potem zakręca prostopadle do nasypu i w tym lewym jest studnia na niższy poziom. Przy tej studni nocowałem - wniosłem tam karimatę i śpiwór. Trochę wilgotno - na ziemi i z sufitu kapało. Rano się obudziłem zwinięty w kłębek wokoło kałuży na karimacie;). Ale było dość ciepło. i śpiwór w zasadzie suchy. Wciągnąłem tam sprzęt i zanurkowałem raniutko. Bajka! Studnią się opada na 6m. Na lewo odchodzą 3 bardzo wąskie korytarzyki (jeden krótki) na prawo dwa szersze. Są tam belki rozporowe i rura z wydrążonych pni drewnianych wbitych jeden w drugi... na samym dole popłynąłem korytarzem w prawo.  po kilku metrach jest kołowrót i studnia w dół. Do 10m. Z malutkim korytarzykiem w tył. Na tym wyższym poziomie (6m) korytarz się jeszcze ciągnie ładny kawałek. Wszędzie jest dość wąsko, w zasadzie bokami się co i raz trze o ściany. W tej studni pod kołowrotem są drabiny drewniane. Woda - jak się wchodzi - KRYSZTAŁ. Po przepłynięciu... w studni pod kołowrotem 20cm widoczności;) Gdzie indziej - trochę lepiej ale słabo. Jednorazowa sprawa... ale póki się nie zmąci to jest CUDOWNIE ŚLICZNIE! Próbowałem jeszcze wejść w te korytarzyki na lewo, ale nie dałem rady się wcisnąć z zestawem na plecach:( To było niesamowicie piękne!

Wychodząc spotkałem Niemców którzy się szykowali do wejścia. Pogadaliśmy trochę po angielsku bo po niemiecku mógłbym im tylko "ręce do góry" powiedzieć;) Nie nurkowali tylko zwiedzali suchy poziom.

Stamtąd pojechałem nad kamieniołom Zimnik było śliczne słoneczko. Lany poniedziałek. Spotkałem jakiś nurów którzy już się zwijali. Zanurkowałem z takiej strony gdzie jest łatwe wejście potem przejechałem na drugą i rozbiłem namiot. Nabiłem butle  i zrobiłem nocne. Kamieniołom fajny - granitowy, ładne ściany, prawie 30m głębokości... ale wiosennie i po świątecznych tabunach woda dość zmącona była:( Rano pojechałem do Kostrzy III tam z kolei trzeba dość dużo zasuwać w dół do wody (nie da się podjechać) taką niebanalną do odnalezienia i przejścia ścieżynką. W sumie kamieniołom podobny, znalazłem jakiś wrak samochodu;) Ładnie ale bez rewelacji i trochę płycej (ze 25m) Oczywiście podejście w sprzęcie pod górkę było bardzo miłym akcentem na koniec;) Stamtąd zabrałem się do słynnych Gębczyc. Miałem jakiś opis jak trafić... no i zaliczając zawieszenie samochodu na zwichrowanym mostku na polnej drodze - dotarłem:) W Gębczycach są dwa kamieniołomy tuż obok siebie. Wjeżdża się drogą w amfiteatr skalny i na lewo jest kamieniołom który zaprzestano eksploatować w czasie wojny pełniutki po wrąbek... woda się wylewa na drogę ... z powodu przygód - było już pod wieczór. Miałem ochotę na nocnego, ale w końcu  - rozbiłem namiot i poszedłem spać. Rano zanurkowałem tam. Jest ok. 30m głębokości i ładnie.  to dość mała i głęboka dziura. Na dole słynna cafe groza (cały komputer z monitorem , klawiaturą i myszką ustawiony na bloku skalnym na 28m...) :) Ale nie mogłem się połączyć z siecią:( Na ścianach skalnych - sporo drzewek...

Ale... po prawej stronie drogi jest druga dziura. Kamieniołom który był eksploatowany do 86 roku przez więźniów! Głęboka dziura - poziom wody jakieś 30m niżej niż w tym pierwszym! a odległe są w linii prostej może o 50m.... dookoła skalnych ścian, na górze było 5 budek strażniczych... a w dole pracowali więźniowie... No i zejście tam jest mocne... klatka schodowa, najpierw 40m skośnych schodów tak gdzieś pod kątem 45* A potem pionowa - ok. 10-15m w dół. Cała zabawa polega na tym, że schody miejscowi rozbierają na złom... i brakuje stopni oraz poręczy... Żeby przetransportować sprzęt na dół - zrobiłem tyrolkę z drzewa na górze do tej pionowej klatki schodowej niestety - na skos ponad schodami i jak opuszczałem zestaw to się zaklinował na schodach. Trochę było z tym zabawy (w sumie ze 3.5h ostrej pracy...:) Potem opuściłem go  w dół normalnie na półwyblince...i już.

Pod wodą bardzo fajnie.

Znalazłem domek strzałowego i komnatę za skalnym murem - wydrążoną w ścianie...  w wodzie jest jeszcze z 15m klatki schodowej! też fajna rzecz do ponurkowania:) no i świadomość że to nie takie banalne miejsce... tam jest ok. 20m głębokości. Wody przybywa,.. za jakiś czas to będzie naprawdę głębokie nurkowisko... potem transport sprzętu w górę. Wbrew pozorom poszło znacznie sprawniej. Najpierw flaszencugiem wyciągałem sprzęt w górę  A potem po tyrolce. tyle że przewiesiłem tyrolkę inaczej, na inne drzewo, i już się nic nie blokowało, tyle, że mimo stosowania flaszencuga trochę się namęczyłem:) jak skończyłem było już pod wieczór... jeszcze pomogłem naprawić rower (łańcuch się rozpadł) jakiemuś chłopcu który z panną przyjechał tam na spacer. miałem akurat narzędzia rowerowe i kowadełko do skuwania łańcucha:) on taki gadżet widział po raz pierwszy w życiu:) i zmęczony i szczęśliwy - zrobiłem obiad i poszedłem spać...To już była środa...

W czwartek jechałem do Srebrnej Góry tam są studnie w fortach ale po drodze - stanąłem w Ząbkowicach Śląskich w pizzerni i ładowałem tam komórkę oraz latarkę oraz spotkałem się z Dobruchną (moja znajoma). Zaprosiła mnie na noc do siebie. Ponieważ nie wiedziałem jak wyjdzie - powiedziałem, że jak skończę eksplorację to zadzwonię:) No i pojechałem do Srebrnej. Tam dość długo szukałem fortu bo jest tam kilka takich dostępnych do zwiedzania ale ten którego szukałem - ukryty w lesie. W końcu znalazłem.  Trzeba dość daleko iść na piechotę. W forcie jest komnata studzienna. I wielka studnia - ze 4m średnicy 10m do poziomu wody i podobno 70 w dół... w suficie dziura przez którą można opuścić liny. Ale... ze studni strasznie śmierdziało:( medytowałem dość długo nad tym, czy tam nurać (w końcu  właśnie na tą okazję wiozłem tą przemysłówkę z helem...) ale w końcu zrezygnowałem.  Jakoś nie chciało mi się w takim smrodzie wychodzić tych 10m po linie po nurku...

Pojechałem dalej - do Dzikowca. Tam wiedziałem tylko tyle "w Dzikowcu długi zalany korytarz". No więc pytałem we wsi...

Ktoś w końcu pokazał na górę i powiedział żeby tam poszukać... no to szukałem od razu - jakoś wiedziony 17 zmysłem trafiłem w miejsce gdzie w krzakach było ledwo widoczne i zasypane liśćmi (wystawało z 5cm) wejście do korytarza.

Ale stwierdziłem, że najpierw poszukam czegoś większego... i łaziłem po górze przez kilka godzin znalazłem dolinkę w okoloną pionowymi skalnymi ścianami gdzie było wejście do jaskini/sztolni ogromniastej! Z wielkimi komnatami i rozgałęzionymi korytarzami! Trzeba było trochę się powspinać żeby wszędzie wejść ale wody nie znalazłem:(

Wróciłem do tego pierwszego miejsca i odkopałem wejście. zobaczyłem wodę... założyłem suchacza i poszedłem tam tak na luźno... okazało się, że korytarz jest zalany tak ponad kolana, prosty, dość długi... i tyle. Z końca jeszcze było widać światełko wejścia... Potem jeszcze znalazłem jeden korytarzyk, kilka metrów i koniec... zadzwoniłem do Dobruchny i przyjechałem do niej na noc... trochę gadaliśmy (nie widziałem jej z 1.5 roku...) ale szybko mnie zmęczenie wzięło i poszedłem spać... następnego dnia jeszcze się wahałem czy nie zrobić tej Srebrnej Góry... ale to był już piątek ostatni dzień chciałem jeszcze wrócić do Bystrzycy... w końcu zdecydowałem: szukam Augusty w Kamionkach a potem do Bystrzycy. i tak zrobiłem. W kamionkach było tak: ludzie nic nie wiedzieli... aż trafiłem na takiego pana w średnim+ wieku z plecaczkiem, który wiedział gdzie to... szedł tam akurat, bo koło sztolni jest zrąb na którym jego brat pracuje (on sam jest po zawale i nie chcą go zatrudniać) no i pokazał wejście... trafić tam samemu nie sposób:) po prostu na zboczu góry jest niepozorna niecka niewiele większa od wykrotu... na dnie której jest wejście do sztolni. Od razu na początku trudny zacisk... trzeba się wcisnąć na wydechu... z nogami zwieszonymi w lufcie... potem jeszcze parę metrów zacisków... a potem właściwe korytarze w których już można się rozprostować. Trzeba mieć linę, ale 50m które przywiązałem przy wejściu - starczyły do samego dołu. Sztolnia ma 5 czy 6 suchych poziomów (straciłem rachubę).

Przedostatni jest zalany częściowo... nie miałem suchacza ani kaloszków, więc go nie zbadałem ale teraz wiem, że na tym zalanym jest komnata w której jest studnia na kolejny - całkowicie zalany poziom. I następnym razem tam zanuram... w ogóle to fajowe miejsce - rozbudowana ładna kopalnia. Jest co oglądać... Tyle, że cały od stóp do głów byłem w błocie:) Przydałby się partner - żeby podawać sprzęt przez zaciski... Zgasiłem sobie tam latarki i posiedziałem trochę w dziewiczej ciemności... niezłe wrażenie...

Jak stamtąd wylazłem - pojechałem do Bystrzycy. Tam - zrobiłem to co sobie planowałem od poniedziałku... rozmontowałem jacket, wyrzuciłem zestaw butli i zanurkowałem tylko z butlami bocznymi. Niepotrzebnie zostawiłem worek jacketu:( Udało mi się wcisnąć do tych wąskich korytarzy do których z zestawem nie szło wejść ale worek mocno przeszkadzał. tam jest mała komnatka, z której można wyjść innym korytarzem niż się weszło:) Potem zwiedziłem resztę jeszcze raz i wynurzyłem się bo mi się wężyk od automatu odkręcił i zaczął bomblować:( To był piątek popołudniu.

W sobotę o 9 musiałem być w Łagowie pojechałem nad Zimnik bo to w tę stronę i tam rozbiłem namiot. Jeszcze dałem wieczornego nura, pechowego strasznie! Bo jak montowałem zestaw z powrotem to przyszedł jakiś koleś w dresie (w średnim wieku) i zaczął mnie policją straszyć... okazało się, ze to wędkarz boi się o rybki itd. W końcu powiedział że mi pozwala nurkować i jakby ktoś przyszedł się czepiać to mam powiedzieć że mi pozwolił (nie przedstawił się:) Ale mnie zdenerwował tak że jak się ubierałem  (a kluczyki chowałem do kieszeni ocieplacza) to z 5 razy musiałem zdjąć kaptur, rozpiąć suchacza i wyciągać te kluczyki... zapomniałem płetw, rękawic, komputera, balastu ... ale dobrze, że zanurałem, bo spotkałem półmetrowego szczupaka!

I to koniec dziczenia... Rano wstałem przed 6 spakowałem się i zjadłem coś (niestety mi to długo zajęło) i 6:45 wyjechałem w stronę łagowa musiałem strasznie grzać:( zazwyczaj jeżdżę 100 -110 a tu jechałem 140... i tak się spóźniłem 15 minut ale kurs się zaczął znacznie później, bo inni się spóźnili więcej... Na kursie był Judas, Kazio i parę osób których pewnie nie znasz... Prowadził go Czernek z Chomentowskim  (kurs MN1 i GB). Nie jestem zachwycony... W sumie nic nowego się nie dowiedziałem.

Nurkowałem raz z Judasem - w poszukiwaniu białej ścianki (w sobotę)  i drugi raz sam w niedziele pod zamkiem. Jezioro ładne. Przejrzyste, sporo gąbek rybek. zwalonych drzew biała ścianka to nic szczególnego marglowy pagórek z kamulcami. Pod zamkiem zaś - Kazio bawił się w archeologa, ja ćwiczyłem i śledziłem rybki. A Judas w ogóle zrezygnował, bo on uważa że nuranie w jeziorze to kara:(  (Ja ćwiczyłem coś takiego: zaporęczowałem zwalone drzewa owijając linkę wokół gałęzi założyłem ślepą maskę i wracałem zwijając linkę na kołowrotek... odplątywanie linki było niebanalne ale się udało... Wracając zabrałem Judasa razem z jego sprzętem (np. zestaw 2x15) więc samochodzik naprawdę był wypchany po dach, kolanem trzeba było upychać sprzęt ale to dzielny uniaczek:) dał radę... i tak oto, po przejechaniu ponad 1500 km - w niedzielę koło północy zawitałem w domu...