kontakt:
Paweł Poręba
tel. 0604 0604 28
napisz do mnie

Nurkowanie NEKTON

Strona główna    Kursy nurkowania   Wiedza nurkowa   Wyjazdy nurkowe   Relacje   Linki
  40% nurkowania w nurkowaniu
  Nie ma takiej potrzeby
  Co komu pasuje

Nie ma takiej potrzeby

Podczas internetowych dyskusji o szkoleniach nurkowych kilkukrotnie spotkałem się z takim komentarzem.

Bodaj po raz pierwszy dyskusja dotyczyła ćwiczenia które polega na wybiciu nożem dziury w lodzie od spodu. Potem - zbudowania rozbudowanego w pionie toru do ćwiczeń nurkowych. Innym razem - wykonywania ćwiczenia OOA (brak powietrza) na sposób IANTD, czyli w sytucji w której nurek musi wyjąć ustnik z ust, dopłynąć kilka lub kilkanaście metrów do partnera i dopiero tam poprosić go o powietrze. Wreszcie - ćwiczenia polegającego na tym,  że pod wodą, w toni zdejmujemy płetwy a potem wykonujemy serię ćwiczeń na pływalność...

Zdanie "nie ma takiej potrzeby" pada zarówno z ust niedoświadczonych instruktorów zapatrzonych ślepo w swój standard minimum, pada z ust zaślepionych kasą pseudonurków jak i doświadczonych "wyjadaczy" którzy mają swoją wizję szkolenia.

Chciałbym podzielić się z moimi opiniami na tą sprawę

Cel wykonywanych ćwiczeń:

Ćwiczenia które wykonujemy na kursach mogą być mniej lub bardziej wyabstrahowanymi sytuacjami wziętymi z realnych nurkowań. Każdy kurs nurkowy zawiera takie ćwiczenia: na kursie podstawowym jest to np. wyjęcie automatu z pyszczka, szasowanie maski zalanej wodą czy podanie powietrza partnerowi który się zagapił i nie zaglądał na swój manometr. Na kursach bardziej zaawansowanych - zakręcanie zaworu w butli, zmiana gazu czy wyciąganie nieprzytomnego nurka.

W przypadku takich ćwiczeń można pokusić się o ogólną zasadę: należy zacząć od maksymalnie uproszczonych abstrakcji tak aby ćwiczenie było łatwe, a potem stopniowo dążyć do jak największego urealnienia sytuacji, po to by nie było dla nurka zaskoczeniem to, że w realnej sytuacji jest DUŻO TRUDNIEJ niż na ćwiczeniach. Stwierdzenie "nie ma takiej potrzeby" pada gdzieś pomiędzy łatwym odrealnionym ćwiczeniem a ćwiczeniem sytuacji możliwie wiernie naśladującej rzeczywistą. Dlaczego? Zapewne dlatego że takie ćwiczenie jest po prostu trudne. Trudne dla instruktora, który musi po pierwsze sam dobrze umieć nurkować (co wcale nie jest oczywiste w przypadku wielu instruktorów), po drugie - musi być w stanie zapewnić bezpieczeństwo kursantom podczas trudnych ćwiczeń, a to z kolei wymaga brania mniejszych grup pod wodę (oraz stawia wyższe wymagania umiejętnościom instruktora). Takie ćwiczenia też są trudne dla kursantów, a to sprawia że na kursach trzeba więcej czasu poświęcić na ćwiczenia w wodzie, ćwiczenia które są kosztowne i ograniczają "przerób" szkoły nurkowej.

 

Z drugiej strony kursowe ćwiczenia mogą mieć bardzo luźny związek z realnymi sytuacjami nurkowymi. Wykonywane są po to by kształtować pewne umiejętności nurkowe i nawet jeśli się komuś kojarzą z jakimiś mało realnymi sytuacjami, to nie po to są ćwiczone. Nie którzy twierdzą że NIE MA POTRZEBY wykonywać takich ćwiczeń... jednak często takie ćwiczenia są najszybszą drogą do uzyskania konkretnych umiejętności nurkowych.

 

To dwa skrajne przypadki pomiędzy którymi jest strefa przejściowa w której ćwiczenia składają się z elementów bardziej realnych i bardziej abstrakcyjnych. Poniżej omówię kilka przykładów starając się je wpasować w ten podział:

 

Ćwiczenia bezpośrednie:

Zacznijmy od podstaw. Jak wygląda typowe ćwiczenie szasowania maski na kursach nurkowych? Nurek klęka na platformie (czy dnie basenu), następnie w ścisłej asekuracji przez instruktora delikatnie sobie zalewa maskę po czym niemal natychmiast stara się ją osuszyć. Zaliczone, odfajkowane i spokój.

Jak wygląda realna sytuacja? Pęka pasek, albo partner wysforowuje się do przodu i płetwą zrzuca koledze maskę. Trzeba bez maski otworzyć oczy, zorientować się w sytuacji, postarać złapać maskę albo partnera, albo bez maski bezpiecznie wynurzyć na powierzchnię...

Różnica jest taka jak pomiędzy pierwszymi nieśmiałymi krokami raczkującego dziecka, a ucieczką przed polującym na nas lwem...

Doprowadzenie nurka do umiejętności którą porównuję do pierwszych kroków dziecka, czyli do umiejętności okupionego ogromnym lękiem, z zamkniętymi oczami zalania maski i potem szybkiego jej oczyszczenia, uważam za zdecydowanie NIEWYSTARCZAJĄCE nawet na podstawowym kursie nurkowym. Często jednak tak wygląda opanowywanie tej umiejętności. Czemu? Przede wszystkim dlatego, że nauczenie tej umiejętności niektórych kandydatów na nurków wymaga pewnego zaangażowania metodycznego oraz czasu.

Na marginesie zaznaczę, że wg mnie nurek powinien nauczyć się reagować bez stresu na sytuację zalania czy zdjęcia maski. Powinien bez oporu być w stanie bez maski podjąć próbę wykonania DOWOLNEGO ćwiczenia wymaganego na jego poziomie wyszkolenia. Np. na pierwszych zajęciach  kursu podstawowego zwykłem zadawać nurkowi następujące ćwiczenia: zanurzenie się bez maski pod wodę. Wzięcie ode mnie maski. Założenie jej. Szasowanie. Albo: Zdjęcie maski, próba odczytania manometru, pokazanie mi ciśnienia, założenie i szasowanie maski. To drugie ćwiczenie powinno znaleźć się w następnym rozdziale, ale dla utrzymania tematu omówię tu. Otóż można sobie wyobrazić sytuacje w której nurek bez maski potrzebuje kontrolować przyrządy aby bezpiecznie się wynurzyć. Można tak uzasadnić to ćwiczenie na kursach nurkowania dekompresyjnego. Na kursie podstawowym ma ono na celu po prosu zająć uwagę nurka w czasie gdy nie ma on maski na twarzy, pokazanie mu, że można bez tej maski wykonać jakąś czynność albo przynajmniej próbować ją wykonać. I zachować przy tym spokój.

 Potem na kolejnych zajęciach: zdjęcie maski w toni wodnej, utrzymując pływalność. Odczytanie manometru bez utraty kontroli nad położeniem i pływalnością. Reagowanie bez maski na np. prośbę o powietrze. Na wyższych poziomach: próba wykonania nawigacji podwodnej bez maski (np. trójkąt w toni, z kompasem, na ustalonej głębokości). Prawidłowe wynurzenie się bez maski. Zdjęcie maski, wyjęcie ustnika i przepłynięcie do partnera kilkunastu metrów i poproszenie partnera o powietrze.

Przy tych ćwiczeniach często możemy usłyszeć komentarz "nie ma takiej potrzeby". Albo "to jest niebezpieczne". Faktycznie? Faktycznie na pewno trudniej. Czy niebezpieczniej? To już zależy od instruktora i od toku zajęć. Pierwsze ćwiczenia z maską mogą zająć 5 minut, mogą zająć kilka godzin. Zależnie od predyspozycji kursanta. Ale jeśli zostaną rzetelnie przeprowadzone na głębokości 0.5m pod wodą, to potem szansa wystąpienia paniki pod wodą jest znacznie mniejsza niż w przypadku prześlizgiwania się nad tematem, tak typowego dla masowych szkoleń... Jeśli mamy luksus indywidualnego potraktowania kursanta to każde kolejne ćwiczenie zmniejsza szansę wystąpienia problemu...

Odwrotnie, gdy kurs jest przeprowadzany na chybcika, gdy trzeba szybko "zaliczyć" skils pod wodą, odfajkować na liście ćwiczeń  - wtedy każde utrudnienie jest ryzykowne i faktycznie może sprowadzić na kursanta poważne zagrożenie... Wtedy lepiej pójść po linii najmniejszego oporu. Niestety kursant po takim kursie staje przed realną groźbą znalezienia się kiedyś w sytuacji awaryjnej z którą ma dużą szanse sobie nie poradzić.

 

Omówmy sobie nieco bardziej zaawansowane ćwiczenie: brak powietrza. Zwykle na kursach wygląda to tak, że nurek staje na przeciwko partnera (instruktora), pokazuje mu brak powietrza znakiem, dopiero jak się upewni że partner to zobaczył - wyciąga ustnik z ust i dostaje ustnik od partnera. Często sytuacja jest ćwiczona na dnie, bez próby wynurzenia czy przemieszczenia się pod wodą. Często jeśli ma być wykonane wynurzenie - wykonywane jest przy linie opustowej (ale beż elementu dotarcia do niej!).

A jak wygląda to w realnym nurkowaniu? Po pierwsze awaria automatu czy brak gazu często zaskakuje nurka. Wtedy trzeba znaleźć partnera, zwrócić jego uwagę, zasygnalizować mu problem... Po drugie - nurkowanie przy linach to sztuka dla sztuki. Windologia typowa dla tych którzy nie mają pomysłu na nurkowanie. Zazwyczaj w realnym nurkowaniu liny albo nie ma wcale, albo jest to lina opustowa prowadząca na wrak, lina do której trzeba dotrzeć płynąc w poziomie. Czy do takich sytuacji przygotowują nurka typowe ćwiczenia sytuacji OOA? No raczej nie...

Urealnienie ćwiczeń można uzyskać na kilka sposobów. Np. nurek wyjmuje ustnik, potem musi dopłynąć pewien dystans do partnera (np. 9, 12, 15,18 czy 25m, zależnie od poziomu kursu) a potem dopiero prosi o powietrze. Po pierwsze jest to bardzo naturalne założenie, że w tej sytuacji ratunek nie przyjdzie natychmiast. Drugie dno tego ćwiczenia jest o wiele głębsze. Otóż ten mniejszy lub większy bezdech który trzeba wykonać, doskonale uczy nurka radzić sobie ze stresem - jakże naturalnym w tej sytuacji. Oczywiście zwiększanie dystansu utrudnia ćwiczenie i zwiększa poziom stresu podczas jego wykonywania. Można się spytać "po co tak daleko"? Po co ćwiczyć płynięcie 12m w kierunku partnera jeśli w realiach polskich wód, nawet nie znajdziemy partnera, jeśli będzie tak daleko? Zwróćmy jednak uwagę, że jeśli partner się porusza, to zanim się go dogoni trzeba przepłynąć dystans znacznie większy niż odległość która dzieli nurków. Dalsze zwiększanie dystansu pozwala PRZEDE WSZYSTKIM trenować naszą psychikę. Zmusza do walki ze stresem który pojawia się w wyniku nagromadzenia CO2 w organizmie. Stresem którego normalnie w trakcie treningu NIE MA, a który z dużym prawdopodobieństwem może się pojawić w realnej sytuacji awaryjnej. Dzięki takim ćwiczeniom, wykonywanym w obiektywnie bezpiecznych warunkach, jeśli nurek przepłynie 25m na zatrzymanym oddechu i tam spokojnie poprosi o powietrze i wykona ćwiczenie OOA, może przypuszczać, że na głębokości 100m w realnej sytuacji da radę przepłynąć 5 czy 10m dzielące go od partnera...

Dodatkowe komplikacje często wprowadzane w tym ćwiczeniu to np. wykonanie ćwiczenia bez maski lub w ślepej masce. Mimo pozornego podobieństwa obie wersje mogą mieć zupełnie inne znaczenie w toku szkolenia.

W zimnej wodzie zdjęcie maski głównie podbija poziom stresu związanego z wykonaniem ćwiczenia. Owszem - nieco ogranicza widzenie, jednak dominujące są inne skutki. Zanurzenie twarzy w zimnej wodzie u większości nie wytrenowanych osób powoduje co najmniej silny dyskomfort, a często stres dochodzący do granicy paniki. Nawet po treningu nie jest to przyjemne uczucie... Tak więc zamiast w tym ćwiczeniu zwiększać dystans, dochodząc do ryzyka niedotlenienia, można wykonać je bez maski, osiągając podobny poziom kontroli nad stresem.

Paradoksalnie - ćwiczenie wykonywane w ślepej masce dla większości osób NIE JEST stresujące. Wręcz przeciwnie, nurkowie odczuwają wyjątkowy spokój w sytuacji zerowej widoczności. (Oczywiście nie dotyczy to osób ze skłonnościami do klaustrofobii). Zerowa widoczność jest przede wszystkim utrudnieniem TECHNICZNYM. Można się zastanawiać po co wykonywać takie ćwiczenie? Przecież zwykle nie nurkujemy jeśli nic nie widać (bo i po co?). Ćwiczenie ma dość oczywisty sens dla nurków eksplorujących przestrzenie zamknięte. Wnętrza wraków, sztolnie czy jaskinie. Ale wbrew pozorom taka sytuacja może się zdarzyć każdemu nurkowi nurkującemu w naszych wodach. Wyobraźmy sobie parę nurków płynących nad mulistym dnem w jeziorze... jeden ma problem z automatem, gwałtownie odwraca się w kierunku partnera, wzbijając chmurę mułu, może traci pływalność (w końcu brakuje mu powietrza i do napełnienia BCD) ... i w rezultacie po omacku łapię partnera za rękę czy płetwę... no i co dalej? Poznanie procedur wymyślonych w nurkowaniach jaskiniowych pozwoli zmienić tą sytuację z rozpaczliwej walki o przeżycie, w sytuację do spokojnego opanowania.

Druga faza ćwiczenia to przepłynięcie dystansu w poziomie razem z partnerem podającym powietrze. Po co? Np. dlatego, że jeśli na wraku jest silny prąd, wokoło niego sieci, to bezpieczniej jest się wynurzyć przy linie opustowej niż w toni. Czy to trudne ćwiczenie? W zasadzie nie. Problem może się pojawić u tych nurków, którzy mają zbyt krótkie węże przy automatach. 

I przeciwna możliwość - wynurzanie w toni. Dość stwierdzić, że wielu instruktorów nie widzi potrzeby dla prostego wynurzania w toni, nie mówiąc już o wynurzeniu w sytuacji OOA... A jest trudniej. I można to robić na dwa sposoby zupełnie różniące się kluczowymi trudnościami:

- w ścisłym kontakcie, trzymając się za sprzęt (szelkę uprzęży) - wtedy kluczowym i trudnym problemem jest kontrola pływalności

- bez trzymania partnera, gdy łączy nas tylko wąż automatu - wtedy kluczowym problemem jest zabezpieczenie się przed zgubieniem partnera. Owszem - trzeba kontrolować pływalność, ale jest to równie łatwe jak przy normalnym wynurzaniu...

 

 

 

Ćwiczenia których cel nie jest bezpośredni

To ćwiczenia które budzą wiele kontrowersji. Dlaczego? Zapewne dlatego, że wielu ludziom trudno jest wytłumaczyć bardziej skomplikowane związki przyczynowe. Jako przykład mogę podać ćwiczenia wykonywane w toni bez płetw. Większość osób doszukuje się w tym ćwiczeniu bezpośredniego przełożenia na realną sytuację nurkową - gdy ktoś zgubi płetwę pod wodą. W istocie znam jeden przykład tragicznego wypadku nurkowego spowodowanego pęknięciem paska w płetwie. Było to w jaskini w warunkach w których większość nurków nigdy się nie znajdzie. Oczywiście warto nauczyć się poruszać pod wodą bez płetw i dla tego, by kiedyś w razie takiej sytuacji poradzić sobie bez jakiś żenujących wygibasów, jednak nie to jest najważniejszą przyczyną dla której takie ćwiczenia warto wykonywać.

Zdjęcie płetw w toni wodnej jest ćwiczeniem które znakomicie ułatwia naukę kontroli pływalności. Wielu nurków uczy się początkowo kontrolować GŁĘBOKOŚĆ pomagając sobie przy tym przytrzymywaniem się obiektów podwodnych, machając rękami,  potem płetwami... i niestety wielu kończy swój rozwój na tym etapie. Po zdjęciu płetw większość osób jest pozbawiona znacznej siły ciągu co wymusza kontrolę GŁĘBOKOŚCI za pomocą kontroli PŁYWALNOŚCI a więc rzeczywistą naukę tej umiejętności. (Wyjątkiem tu są nurkowie bardzo sprawnie pływający żabką. W ich przypadku samo zdjęcie płetw nie jest skuteczne. Ale i dla nich można dobrać ćwiczenia wymuszające naukę kontroli pływalności).
Te ćwiczenia wykonujemy nie po to by nauczyć się nurkować bez płetw, ale po to by nurkując w płetwach wykorzystywać je do poruszania się w poziomie a nie do utrzymywania głębokości.

Innym przykładem jest wiele ćwiczeń wykonywanych przy poziomej lince poręczowej zawieszonej w toni wodnej. Znów - wielu osobom takie ćwiczenia kojarzą się z technikami jaskiniowymi czy wrakowymi. Jednak często takie ćwiczenia służą zupełnie innym celom - wyznaczenia poziomu odniesienia ułatwiającego naukę kontroli głębokości i pływalności.

Czasami linka poręczowa jest wygodnym narzędziem służącym treningowi psychiki i kontroli nad stresem - tak jest w przypadku opisanych powyżej ćwiczeń symulacji sytuacji braku powietrza.

W obu przypadkach linka poręczowa nie ma nic wspólnego z technikami jaskiniowymi i może się pojawić jako narzędzie treningowe od poziomu kursu podstawowego.